Któż z nas nie zna smaku dziecięcych konfliktów? Zapachu nadciągającej burzy nad głowami naszych najmłodszych…Czy to między rodzeństwem, czy poza sferą rodzinną. Jest tu ktoś taki? Nie sądzę, bo rodzicielska rzeczywistość jest w wielu aspektach tak do siebie podobna. Przeczytajcie zatem, weźcie ze sobą. Mam nadzieję, że dzisiejsza propozycja stanie się Waszą trampoliną – do zrozumienia, do łagodności, do bycia lepszym, choć wcale nie idealnym rodzicem.
“Gwiazdooki i Rozbójniczka”
autorka: Magdalena Urlich
ilustracje: Małgosia Zając
Wydawnictwo Jaskółka
Za górami, za lasami, za morzami…A okazuje się, że tak blisko. Tuż obok. W nas. 
Zdarza się, że w jednej chwili cały świat przewraca się do góry nogami. Zastany porządek rzeczy, staje się w okamgnieniu nieporządkiem i tak trudno odnaleźć swoje miejsce, tak ciężko pozostać sobą. Doświadczamy tego my – dorośli. A skoro dorosłość nie stanowi ochrony przed nieoczekiwaną zmianą, to z jaką intensywnością spada ona na dziecięcą kruchość? I ta książka jest po to, żeby powiedzieć “rozumiem”, “masz prawo tak czuć” i “przejdźmy przez to razem”. Jest jak przytulenie w pochmurny dzień.
“I ta książka jest po to, żeby powiedzieć “rozumiem”, “masz prawo tak czuć” i “przejdźmy przez to razem”. Jest jak przytulenie w pochmurny dzień.”
Gwiazdooki mieszkał z mamą i tatą. Nagle w jego życiu pojawia się młodsza siostrzyczka, która zwiastuje wielki przewrót. Nie spodziewał się. Myślał, że to tylko na chwilę. Jednak mama nie ma już dla niego tyle czasu i oczekuje, że od teraz będzie bardziej samodzielny. Częściej się denerwuje i jest śpiąca, ale przecież zaraz będzie dobrze. Przeminie z wiatrem i wszystko wróci na właściwe tory. Okazuje się, że zmiana panoszy się coraz bardziej. Śmielej wkracza w kolejne sfery. Nie ma sentymentów. Mały człowiek ma zamieszkać z Gwiazdookim w jednym pokoju. Przecież będzie wesoło, przyzwyczai się, tak być musi. Zaskoczenie i rozczarowanie pukają do jego drzwi. Decyzja zostaje podjęta. Wrażliwy chłopiec pakuje całego siebie w plecak i rakietą z klocków wyrusza na bezludną wyspę. A to dopiero początek barwnych zdarzeń, bo przyjdzie mu się zmierzyć z samym sobą. Jednak nie tylko, bo przecież największe wyzwania czekają nas w relacjach.
“Wrażliwy chłopiec pakuje całego siebie w plecak i rakietą z klocków wyrusza na bezludną wyspę. A to dopiero początek barwnych zdarzeń, bo przyjdzie mu się zmierzyć z samym sobą i nie tylko.”
“Zdarza się, że w jednej chwili cały świat przewraca się do góry nogami. Zastany porządek rzeczy, staje się w okamgnieniu nieporządkiem i tak trudno odnaleźć swoje miejsce, tak ciężko pozostać sobą.”
 
Pewnego dnia na wyspę przybywa Rozbójniczka, pochłonięta lepieniem kulek z piasku i błota nad brzegiem oceanu. A przecież samemu było tak dobrze. Mieszanka uczuć i nieoczekiwanych przygód odmierza tu czas niczym zegar. Raz jest entuzjastycznie, ale innym razem niezgoda skrada się pomiędzy drzewami. Pojawia się złość, agresja, ryk i niszczenie pracy drugiego, a wszystko po to, by ponownie zaprosić radość, współpracę i budowanie torów z klocków. Potem znowu z trawy wyglądają słabości, obrażanie się i niechęć do bycia razem. Dzień na “nie” burzy harmonię. Może zasady zaprowadzą tu porządek? Wspólne kąpiele w błękitnej toni ukoją, a poszukiwanie skarbów scali tę drużynę?
Plastyczny język, którym operuje Magdalena Urlich, maluje piękne krajobrazy i nastroje, a warstwa lingwistyczna jest dla mnie wyjątkowo istotna. Tym bardziej przy literaturze dziecięcej, bo młody czytelnik odkrywa dzięki niej bezgraniczne możliwości wyobraźni, kształtuje swoje umiejętności i wzbogaca swój słownik, a to najlepsza inwestycja w rozwój. Są tu gaje pełne soczystych owoców – pomarańczy, winogron, bananów, papai i rozłożyste chlebowce, plątaniny lian. Pojawia się lśniący, ognisty ptak – amator bakalii, który może się stać Przyjacielem, Mandarynka, która niejednego zaskoczy figlarnością i sprytem oraz groźni Piraci, którzy wcale nie lubią dzieci. A wszystkie z tych postaci to symbole, odważne próby zmierzenia się z trudną emocją, której przecież nie unikniemy. Każda strona to ilustratorska niespodzianka, wykreowana przez Małgosię Zając, co sprawia, że lektura nie nuży dziecka ani trochę. Słowo współgra z obrazem i pociąga, zachęca, prowadzi. Nie ma zatem kart bez barwnego rysunkowego świata, co jest ogromnym atutem tej lektury.
“Plastyczny język maluje tu piękne krajobrazy i nastroje, a warstwa lingwistyczna jest dla mnie wyjątkowo istotna. Tym bardziej przy literaturze dziecięcej, bo młody czytelnik odkrywa dzięki niej bezgraniczne możliwości wyobraźni, kształtuje swoje umiejętności, wzbogaca swój słownik.”
 
To opowieść o tym, że każde dziecko ma w oczach gwiazdy, które chcą być dostrzeżone i nieustannie rozpalane. 
O czułej potrzebie wyjątkowości i autonomii, ale też o otwartej komunikacji, współgraniu z innymi dziecięcymi światami i kłębiących się na niebie konfliktach, które przecież któregoś dnia zastąpi słońce. 
O rozbrykanych emocjach, które pragną być okazywane, przyjęte i zrozumiane, ale też o tym, że można je oswoić. 
O trudnym w prosty sposób. 
O zadomowieniu się w nowej rzeczywistości, która budzi strach i przynosi wiele znaków zapytania.
I o tym, że pewnego dnia trzeba wrócić na swoją planetę, radząc sobie z tym, co się na niej zastanie.
Wreszcie o byciu Ważnym. Zawsze i wszędzie.
“I o tym, że pewnego dnia trzeba wrócić na swoją planetę i poradzić sobie z tym, co się na niej zastanie.
Wreszcie o byciu Ważnym. Zawsze i wszędzie.”
Z całego serca polecam Wam tę mądrą i wartościową lekturę, bo z takimi czas spędzać warto. Dziękuję Autorce, Magdalenie Urlich, za wrażliwość na dziecięcy świat i wspieranie dorosłych w ich zmartwieniach, z których wraz z jasnymi promieniami, utkana jest codzienność nas, rodziców, opiekunów, towarzyszy. Ona wie co robi, bo sama ma czworo dzieci. Pięknej lektury z Gwiazdookim i Rozbójniczką!

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *