Witajcie z pierwszym wpisem w tym Nowym 2021 Roku! Oby był lepszy, zdrowszy, szczęśliwszy i oczywiście pełen wyjątkowych, literackich odkryć. Jedno z nich dziś Wam przedstawię, a skoro to początek, niech będzie piękny i poruszający. Przed Wami książka niesamowita – Mama autorstwa Héléne Delforge, Wydawnictwa Media Rodzina. Zilustrowana przez Quentin Gréban, tak że zapiera dech w piersiach. Na szczęście oddech powraca i można oddać się lekturze, a to już kolejna wielka przyjemność. To było zakochanie od pierwszego wejrzenia. Spojrzysz i po prostu wiesz. Dla mnie dziesięć na dziesięć!  

Tytuł: Mama

Wydawnictwo: Media Rodzina

Liczba stron: 64

Oprawa: twarda

Pierwszy krzyk. Nieprzespane noce. Zachwyt, niepokój i wielka niewiadoma. Jak będzie, czy sobie poradzę, czy będę dobrą mamą. Pierwsze zęby, jak białe punkciki wśród ciemności. Pierwszy uśmiech, taki uroczy, że zapomina się o wszystkim, co trudne i monotonne. O zmęczeniu i o tym, że przecież nie zdążyło się jeszcze zjeść śniadania, a kawa już dawno wystygła. Pierwszy krok ku nieodkrytym lądom – domu, pobliskiego lasu, plaży z drobnym piaskiem i placu zabaw. Pierwsze słowo i to uczucie, że czas nie czeka. Nie pozwoli nam zatrzymać tych chwil, żeby trwały wiecznie. To własnie cud narodzin. Tego nie da się zracjonalizować, zamknąć w ramy, opisać. Serce mamy to po prostu czuje, jednak także ono potrzebuje wsparcia, czułości i dobrego słowa. Myślę, że dlatego właśnie powstała ta książka, która jest dla mnie jak troskliwe przytulenie, muśnięcie dłonią, łzy wzruszenia i spontaniczny uśmiech. Jak powiedzenie jestem obok.

To książka uniwersalna. Dla każdej mamy. Dzielą nas kontynenty, profesje, epoki, systemy wartości, w których wzrastałyśmy. Jesteśmy mechaniczkami, premierkami, sprzątaczkami, prawniczkami, urzędniczkami. Reprezentujemy Europejki, Afrykanki, Eskimoski, Indianki… Niektóre mają obok siebie mężczyzn, dodających skrzydeł, a niektóre samotnie zmagają się z wychowywaniem. Są te żyjące w komforcie i dobrobycie, ale i te, dla których trudne warunki i walka o byt są codziennością. I naprawdę każda znajdzie w tej książce skrawek samej siebie, ale także spojrzy z większą wyrozumiałością na drugą mamę, bo choć możemy nie zgadzać się w wielu kwestiach, to wszystkie jesteśmy tymi, które dały życie. Tymi, które tulą, noszą, całują, martwią się  i widza w swoim dziecku przyszłość. Czy coś może łączyć nas bardziej niż macierzyństwo? Często krytyczne wobec siebie, wciąż niewystarczające. A może jednak dość dobre, właśnie takie jakie jesteśmy? Chcemy dla naszych maluchów wszystkiego co najlepsze, ale mamy przecież prawo do zmęczenia, błędów, różnych stanów i emocji. Mamo, masz prawo.

Ta książka jest jak szczypta poezji, a bądźmy ze sobą szczere, która z nas, kobiet zapracowanych, wciąż gdzieś biegnących, ogarniających dom, pracę, dzieci, stających na głowie i po prostu kochających jak tylko można najmocniej, nie potrzebuje tego blasku dodawanego każdemu dniu? Ja potrzebuję, dlatego książka poruszyła mnie do głębi.                                                                                                                                                       

Fragment książki:

Obiecuję, na całe życie, że otworzę przed Tobą ramiona, kiedy wyrządzisz sobie krzywdę.       

Rozproszę ból za dotknięciem magicznego buziaka.                                   

A potem posadzę cię z powrotem na siodełko.                                           

Wstawaj!

Dalej!

Szybciej niż wiatr!   

Ta książka rozumie. Nie idealizuje, bo przecież bywa różnie. Nie pokazuje nam nieskazitelnych wizerunków mam z mediów społecznościowych. Jest prawdziwa. Przypomina o mikroobrazach, które czasem nam umykają, a przecież macierzyństwo to właśnie te drobne koraliki nawlekane na nić codzienności. Tak jak napisała autorka, bywamy mamusiami, Big Brother’em, kobietami szpiegami, ale i wróżkami. Pełnimy wiele ról. Poprzeczka jest wysoka i czasem tak bardzo potrzebujemy czuć, że nie jesteśmy w tym wszystkim same.

Ta książka wzrusza, bo odkąd zostałam mamą patrzę na świat inaczej. Głębiej, ale i z większą wdzięcznością za każdy gest. Czytając zawarte w niej teksty czułam jakby były skierowane do mnie. Ostrzegam, można uronić kilka (albo i wiadro) łez. 

Jest jak podróż w macierzyństwo. Znajdziemy w niej wpatrywanie się w tę maleńką istotę, wkraczającą niewinnie w świat i dostrzeganie całej mapy przyszłych wydarzeń i możliwości, zabawne miny na fotografiach, przypominanie dziecku, że nie jest przeszkodą, ale siłą, liczenie czerwonych samochodów. Jest tu nauka bycia sobą, niechciane porady, które można liczyć w kilogramach, próba zamknięcia w ramionach i ochrony dziecka przed każdą krzywdą. Współodczuwanie ze swoim maleństwem, zachęcanie do jedzenia brokułów (która z nas tego nie zna) i pojawiające się rodzeństwo. Są chwile trudne, szare, pełne bezsilności, jak utrata dziecka, ale i zapominanie o swojej kobiecości, w tłumie potrzeb innych (czy to nie zdarza się często?). Znajdziemy tu świadomość, że jesteśmy przykładem, a dzieci są przedłużeniem naszych marzeń, działań. Podobne do nas, a jednak zupełnie inne i mające prawo do swojej drogi.  Jest również etap naszych zmarszczek, kiedy będzie owocowało (lub nie) to co zasialiśmy w dzieciństwie, to czy udało nam się zbudować prawdziwą relację. Na życie.

Książkę można czytać w częściach. Zajrzeć między (można również w trakcie, sprawdziłam) gotowaniem obiadu, a realizowaniem projektu do pracy, a potem znowu między zabawą, a wieczorną kąpielą. Dlatego każda mama, nawet ta najbardziej zapracowana, znajdzie na nią czas, a o ten moment tylko dla siebie warto dbać (!). To ogromny atut tej pozycji. Możesz skończyć w każdym momencie i otworzyć na dowolnej stronie, zawsze i wszędzie. Poświęcić pół minuty lub kilkanaście. 

Ta książka to finezja prostoty. Język jest tu prosty, minimalistyczny, dlatego droga mamo, nie musisz się wznosić na wyżyny intelektualnego wysiłku, gdy po prostu ale po prostu dać się ponieść, zanurzyć, zrelaksować. Niektóre określenia przepełnione są czułością, ja uwielbiam np. skrzydełko motyla moje rozedrgane. Prawda, że urocze? Co więcej słów nie jest zbyt dużo, ale też nie jest ich zbyt mało. W sam raz. Każde słowo jest potrzebne i zatrzymuje nas w locie. 

Ta książka to graficzna uczta. To dla mnie największa niespodzianka. Ilustracje, którymi opatrzone są teksty dla mam. Magiczne, urzekające. Nie umiem znaleźć odpowiednich słów, które oddadzą ich piękno. Przekazują tak wiele. Wpatruję się w nie, wracam, przewracam kartki, a w kolejnej wolnej chwili znowu po prostu patrzę, wzruszam i zasypiam spokojnie. Są głębokie, wyrażają całą paletę emocji, uczuć. Dają nam to, czego opisać się nie da, dlatego tak wyjątkowo dopełniają każde zawarte tu słowo. 

 

Mamo, przytul do siebie tę książkę. Podaruj innej mamie. To jak nietuzinkowa wyprawa w głąb samej Ciebie. Pełna prostoty, bez fajerwerków. Przypominająca, że nasze dzieci nie są naprawdę naszymi dziećmi. Pochodzą z nas, ale do nas nie należą. Fruńcie w świat! 

A Wam jak się podoba?

6 komentarzy

  1. Wzruszające, pełne macierzyńskiej czułości rozpoczęcie Nowego Roku – DZIĘKUJĘ.
    Dla wszystkich dzieci, tych Małych i tych Dużych matczyne ciepło, troska mają wartość niezastąpioną, choć bywa, że uświadamiamy to sobie na różnych etapach naszego życia ……….. czasami zbyt późno.

    Jako przeciwwagę dla zainteresowanych tatusiów ( i nie tylko ) proponuję książkę Leszka Talko” Dziecko dla odważnych”. Pan Leszko jako tata dzieli się z czytelnikiem swoimi wychowawczymi sukcesami i porażkami. Książka mocno przerysowana, pełna wręcz absurdalnego humoru, ale jest w niej też wiele prawdy. Lektura do czytania … z przymrużeniem oka i własnej oceny.

    Dla tych z kolei, którzy chcieliby pozostać w klimacie magii, proponuję zajrzeć do Galerii Dariusza Twardocha. Jego pastele przenoszą w baśniowy świat, ukazują to co ukryte, to czego wydawałoby się nie da się namalować. Otwierają nie tyle serce, co duszę ……

    {rozpisałam się dzisiaj, ale już dawno mój sprzęt nie współpracował ze mną tak chętnie 🙂 }

    1. Dziękuję za piękny i wzruszający komentarz 🙂 kolejna książka wędruje na moją listę 🙂 Magia, baśniowa aura – to jest coś czego potrzebuję, co dodaje kolorów. Poproszę więcej takich komentarzy 😀

  2. Etap czystego macierzyństwa mam już za zorbą. ale czy na pewno ? Przecież mamą nie przestaje się być. Zawsze, nawet o dorosłym synu, mówi się (przynajmniej ja) “moje maleństwo” 🙂
    Dzisiaj moje maleństwo jest już rodzicem, a dzięki temu ja jestem BABCIĄ – szczęśliwą, dumną, zakochaną w najcudowniejszej istotce na ziemi, która jest całym moim światem !!!
    Wierzcie mi, bycie mamą jest cudowne, ale bycie BABCIĄ…. Tego nie da się opisać, ja nie potrafię. Nie potrafię opisać moich uczuć, które ze mnie się wylewają.
    Mimo to, a może właśnie dlatego, z przyjemnością sięgnę po książkę, a potem podaruję ją mojej synowej.
    Dziękuję, Moniuś :))

    1. Cudowna Mamo, Babciu…:* dziękuję za Twoje słowa, pełne ciepła i czułości. Mam nadzieję, że kiedyś poczuję jak to jest być babcią, a póki co idę w świat będąc mamą. Jestem za to wdzięczna. :*

    1. Dla Taty też coś się znajdzie 😉 Mój Mąż właśnie czyta TOPR, żeby inni mogli przeżyć. Może być? 😉

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *