To moje kolejne spotkanie z Shai Orr. Robię więc herbatę, siadamy w fotelach i rozmawiamy, jak dobrzy znajomi…

„Dzieciństwo rodziców.
Jak nie tylko dorosnąć, lecz także dojrzeć„
Autor: Shai Orr
Przekład: Anna Klingofer-Szostakowska
Wydawnictwo: Natuli dzieci są ważne
oprawa twarda
s. 268

Tak, masz rację, „dorosnąć” nie jest synonimem „dojrzeć”, a każdy ma czułe punkty, które naciśnięte bolą. Idziemy więc w ten gąszcz emocji i przedzieramy się przez zawiłości relacji z rodzicami do naszych rodzicielskich więzi. Możemy się podrapać, pokaleczyć, czasem będzie trzeba przystanąć i okiełznać zadyszkę, ale warto, bo na końcu czeka polana, która uwalnia i jest nową jakością.
Bo ci, którzy nieśli na barkach nasze wychowanie także mieli własne dzieciństwo. Czasem po brzegi pełne wsparcia, choć częściej podcinania skrzydeł, nieidealnych wzorców i miłości zbyt małej. Zazwyczaj powszechnie uważane za „normalne” – nic nadzwyczajnego, ale przecież nie było patologii. Zawsze jednak znajdujące odzwierciedlenie w ich postawach, zachowaniach, czy przekonaniach na kolejnych schodach bycia. Ma swoje odbicie w naszych kontaktach z innymi i podejściu. Mikroświat przenika do tego w skali makro – czy tego chcemy czy nie to naczynia połączone. Jednak wciąż można wziąć ze sobą garść mądrości, doświadczenia i rozsiać ją w swoim życiu. Wciąż można zrobić coś ważnego, przytulić dziecko w sobie, wziąć jego zranienia i moim zdaniem dlatego powstała ta książka. Czy tak rzeczywiście jest?

To poradnik nietypowy, bo rad pozbawiony. Są za to inspiracje do pracy nad sobą i zmiany perspektywy, a to wymaga słuchania. Uważności. Bez osądzania i skreślania kogokolwiek. Jakby ktoś nas okrył szczerą troską. Dodam, że bardzo estetycznie i przejrzyście wydany, a twarda oprawa daje poczucie solidności.

„Nieustannie natykam się na tę blokadę: nagle oczy podnoszą się ku mnie i spogląda na mnie nieugięte i poważne, jakby odpowiedzialne czteroletnie dziecko w zadbanym ciele czterdziestoletniego mężczyzny, który stanowczo twierdzi: „Przecież miałem normalne dzieciństwo”. „Normalne dzieciństwo” charakteryzuje się tym, że rodzice nie słuchają tego, o co dzieci ich proszą, a dzieci robią wszystko, aby dało się myśleć, że to normalne.”

Jest o wielkim korku, który wyraża się w dwóch iluzjach. Bo przecież „miałem cudowne dzieciństwo” lub „nie będę taki jak oni!” – klasyka gatunku. Mamy o odcięciu pępowiny, nie wiedzieć czemu tak bolesnym, opóźnianym, w nieskończoność przeciąganym. A to rozstanie jest fundamentem. Bo czy bieganie da się połączyć z lataniem? Czy struś może być jednocześnie albatrosem? Uderzyło mnie zdanie, że „nie da się żyć z rodzicami i pozostać wiernym sobie”. Mocny przekaz, który nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku, czy miłości wobec tych, którzy roztaczali nad nami płaszcz opieki. Bo jesteśmy odrębnymi istotami i czas rozwinąć skrzydła. Swoje.
Wgłębiamy się w mit osieroconego bohatera i rozwiązujemy test wolności myślenia, bo przecież oddychamy bez skrępowania, ale czy na pewno? Czytamy o iluzjach i ich niejednorodnych przejawach, które pokutują w procesie wychowawczym, o niesmacznym cieście, które przygotowujemy nieustannie tych samych składników i o sile prostego umożliwiania, zamiast popychania. O kontroli i puszczaniu liny, która zniewala.
Bo było sobie zielone wzgórze, a na nim dziecko i dwie stopy dorosłego w żwawym nurcie rzeki. Czy uda się pokonać niespokojną wodę? To lektura pełna przykładów – samego życia, momentami bogata w symbole i poetyckie porównania, które sprowadzają nas na inne tory. Zatrzymują i stają się ziarnem refleksji. By kiełkować. By wzrastać.
O budzeniu się z koszmarów, bo przecież noc nie trwa wiecznie, miłości, która warunkuje, ale i dawaniu bez brania. Tak, da się. Bo można jednocześnie kochać i być rozumianym. O tym czy lepiej stawiać granice, czy polerować swoją tożsamość.

To dobra towarzyszka jesiennych spacerów…

Znajdzie się też rozdział byciu mężczyzną – ojcem i pokutujących stereotypach. Usłyszymy – cześć Tato, nie musisz trzymać na wodzy środka serca swego i o modelu „taty, który poszedł do pracy”, a przecież nie musi nigdzie iść. I już. O tym, że „wszystko jest w porządku”, rozdwojeniu i nieustannym rozkroku między tym jak było, a jak jest współcześnie. Bo była sobie poczwarka i motyl, ale też zgubiona moneta, którą warto odnaleźć.
Wkraczamy w ogród wiedzy ze sfery finansów, zdrowia, przemocy, bezpieczeństwa, duchowości i sprawiedliwości. Jednak nie ma tu wysuszonych roślin – atrap życia i pseudopsychologii, jest za to konkret, jest głębia, są nowe możliwości i zarys propozycji, z których można czerpać. Przygotujcie notatniki.

Wartościowa i estetycznie wydana lektura

To pozycja, która może stać się odkryciem, choć już tyle napisano o rodzicielskiej wspinaczce. Odnoszę jednak wrażenie, że w większości skupiano się na dziecięcym świecie dziecka, a nie rodzica. Tu dostajemy inny horyzont, który podnosi. Mądrość, która Nawet jeśli wszystko u nas dobrze lub nie mamy własnych dzieci, bo podróż uniwersalna i uważam, że warto ją odbyć. Dla samego siebie.
Przypomniała mi, że można podejmować rozpaczliwe próby przetrwania lub żyć bardziej. Mamy wybór. I jeszcze, że „miłość to coś, co się daje”. Ot cała filozofia. Proste? Czy na pewno?
Przeczytajcie!
Znajdziecie ją tutaj: Natuli dzieci są ważne
___________________


Ile by nie napisać o rodzicielstwie i wychowywaniu dzieci, to zawsze, w każdej kolejnej pozycji znajdzie się coś inspirującego. Coś, co przykuje uwagę, albo po prostu trafi w odpowiedniej chwili na odpowiedni, czytelniczy grunt 🙂
O właśnie. Czasem jedno zdanie może zmienić naszą rodzicielską perspektywę 🙂