Witajcie w tym przedświątecznym czasie, w którym każdy coś załatwia, biegnie lub przeciska się przez marketowe tłumy. Czasie, w którym zdarza nam się gubić i tracimy z oczu to co najważniejsze, a tu wcale nie chodzi o to, żeby było dużo, drogo, ekskluzywnie, żeby podążać za najnowszymi trendami, a stół uginał się od wymyślnych potraw. Nie, nie! Święta Bożego Narodzenia, to przecież nie święta rzeczy, prezentów i objadania się (wiem, że niektórzy mogą być w szoku 😉 ), a więc umiar i serce przede wszystkim.


Żyjemy w świecie, który tonie. W morzu możliwości, produktów, telewizyjnych programów. I samo w sobie nie jest to złe, pod warunkiem, że potrafimy selekcjonować, decydować, nie chcieć wciąż więcej (chyba że dobra w sobie). Jeśli umiemy wybierać mądrze, a tego nie uczą w szkołach (może warto by było?). Reklamy krzyczą potrzebujesz mnie, kup, stać cię, poczujesz się lepszy. Czy na pewno? Czy rzeczywiście wszystko to jest nam niezbędne? Czy nabywanie kolejnych rzeczy nie staje się coraz częściej kreowaniem złudnego szczęścia, za którego fasadą jest jakoś tak pusto i smutno? Spędzamy więcej czasu w sklepach, niż rozmawiając z bliskimi, czy to naprawdę ten właściwy kierunek? Trudne pytania, proste odpowiedzi.

 

Niemiecki film 100 rzeczy w reżyserii Floriana Fitza (Filmweb)z przymrużeniem oka pokazuje ten świat nadmiaru, w którym dwóch uzależnionych od przedmiotów przyjaciół podejmuje wyzwanie stu dni bez nich. Telefony komórkowe, gadżety, ubrania…Czy dadzą radę? Obejrzyjcie, specyficzny, ale prawdziwy, a przy okazji można się uśmiechnąć 😉 

Gromadzimy, odkładamy na górną półkę. No bo przecież sukienka nie noszona cztery lata może jeszcze się przydać, a sprzęt, który zepsuł się kilka świąt temu, jeszcze kiedyś uda się naprawić. Wyliczenie mogłoby być długie. Nieużywane książki czekające na nigdy. Zakurzone bibeloty. Jednocześnie wciąż nabywamy, co nie przekłada się na samoistne zwiększanie metrażu naszych mieszkań (prawda, że szkoda? 😉 ) A więc nie mieścimy się i stajemy się typowymi konsumentami w przyciasnych wnętrzach. Z drugiej strony, bez głębszego namysłu, wyrzucamy, szukając wyższego modelu, kolejnego ubrania z najnowszej kolekcji i promocji, którym przecież oprzeć się nie można (nawet jeśli mamy już trzy szczotki do włosów to jak nie kupić czwartej w tak korzystnej cenie 😉 ), nie reperujemy, bo przecież nowe znaczy lepsze…To duże uproszczenie, oczywiście, ale czy nie ma w tym choć ziarnka prawdy? Wiecie, że w Polsce jedna osoba generuje ponad trzysta kilogramów śmieci na rok? Może to jednak o czymś świadczy. 

Na szczęście są ludzie i miejsca, które oni tworzą, w których daje się drugie życie przedmiotom. Miejsca mądrej ekologii, które porządkują nieco to współczesne zaplątanie w materializmie i łączą ludzi. Może ten świąteczny czas jest dobrym momentem, żeby coś odgruzować i zrobić pożytek z rzeczy, które nie są nam potrzebne, a innym mogą sprawić radość, być wsparciem lub pozwolą zaoszczędzić kilka złotych.

Jedno z takich miejsc, które uwielbiam, to Współdzielnia przy ul. Rynkowej w Pile, w województwie Wielkopolskim (Facebook) Znacie, byliście? Nie? Tak? Bez względu na odpowiedź, koniecznie odwiedźcie w najbliższym czasie 🙂

To miejsce, jak sama nazwa wskazuje, dzielenia się i działania – współ, wymiany przeróżnych rzeczy, żywności, książek (szczepek roślin, materiałów do dzieł handmade? jasne!), ale przede wszystkim dzielenia się pozytywnym podejściem do życia i zarażania świadomą konsumpcją. Tu “prawie odpady” zostają w obiegu i kolejny raz nabierają wartości, a my dbamy o nasz skarb – naturę. Dziś mądra ekologia to nie moda, ale potrzeba. 

Możesz przynieść (ale i znaleźć!) tu wszystko…co nie jest już Ci potrzebne, bo dzieci wyrosły z małych ciuszków lub zmienił się Twój gust i nosisz już tylko rzeczy w paski, co zajmuje miejsce, a nie używałeś tego przez długi czas,  co chciałeś po prostu wyrzucić. Pod warunkiem, że jest czyste, sprawne, niezniszczone, nieuszkodzone, czyli takie jakie sam chciałbyś przyjąć. Pamiętaj o tym! Współdzielnia to nie miejsce pozbywania się zalegających nam śmieci, ale dawanie od serca.

 

Zostaw żywność w lodówce społecznej, która ucieszy kogoś głodnego. Mogą to być gotowe produkty, ale także opisane, zrobione przez Ciebie lub plony z naszych ogródków. Mogą to być wigilijne potrawy! Niech pusty talerz przy świątecznym stole nie będzie tylko symbolem. Przynieś odzież, sweter lub polar do szafy społecznej, które ogrzeją kogoś podczas zimowych mrozów i będą niemal jak szklanka gorącej herbaty. Ciepło przyjęte zostaną kubki, książki, słoiki, kartony i na pewno ktoś tchnie w nie nowe życie. Twój maluch niepostrzeżenie skończył już osiemnaście lat i nie potrzebuje pluszowych misiów, a puzzle z bajkowymi postaciami leżą nieużywane? 😉 Jeśli możesz i chcesz zostaw też kilka złotych, wspierając działalność Fundacji. To inwestycja w nasze lokalne wartościowe inicjatywy. 

Możesz też wziąć. Choćby choinkowe ozdoby, bo po co kupować nowe skoro tu znajdziesz te, które chcą być przygarnięte i chcą spędzić Święta w cieple czyjegoś domu?

 

 

A może samochodzik dla dziecka, bo kupowanie setnego może mijać się z celem. Toster, bo posiadacz wcale nie lubił tostów. Wazon na kwiaty. Zastawę, bo ta którą masz już się wysłużyła podczas setek rodzinnych obiadów. A przed Świętami koniecznie przynieś prezenty, które zostaną tu pięknie opakowane (np. w mapy – ten pomysł uwielbiam!). Kolorowe papiery i torebki czekają na Was :). Wy zyskacie trochę czasu dla siebie, a osoba obdarowana radość z docierania do podarunku w atrakcyjnej wizualnie oprawie 😉



 

We Współdzielni szczególnie regały z książkami są zakątkiem, w którym potrafię się zagubić, a już sam ich widok dodaje mi energii i wprowadza w magiczny klimat. Znajdziesz tu przeróżne tytuły, gatunki, tematykę. Dla dorosłych i dla dzieci. Literatura faktu, kryminały, duchowość, poezja, psychologia, książki obyczajowe, kulinarne, romanse, historyczne…Jest coś co lubisz, ale również coś co poszerzy Twoje horyzonty, zaskoczy, pozwoli odkryć nowe lądy. Kryją się tu prawdziwe perełki. 

 

Współdzielnia brała także udział w organizacji spotkań Repair Cafe, w duchu Circular Economy, czyli przedłużania życia sprzętów, odzieży. Była tam m.in. krawcowa, znawca sprzętów elektrycznych i specjalista od ostrzenia noży i nożyczek.                 

Sama staram się pożyczać, oddawać, naprawiać (tu opieram się jednak na niezawodnym Mężu;) ), przekazywać, szukać osób, którym może się przydać to co u mnie leży na górnej półce, albo myśleć co komuś sprawi radość, wystawiać na licytację charytatywne, wykorzystywać to co wydaje się już do wyrzucenia. Zrobić z tym coś dobrego, zamiast tonąć w myślach a może jeszcze się przyda lub nie przyda się już do niczego 😉         

                                 

Zapraszam Was więc do Współdzielni w Pile. To dla mnie miejsce wyjątkowe na mapie, z duszą. Taki <Slow point>, gdzie myśli zwalniają, przychodzi refleksja nad tym co materialne i niematerialne.  A może sami zainspirujecie się i stworzycie podobne miejsce w swojej okolicy lub zorganizujecie lokalne inicjatywy wymiany ubrań, książek, przedmiotów, a nawet usług? Może zorganizujecie warsztaty Zero Waste lub po prostu wprowadzicie drobne nawyki do swojego codziennego życia? Od tego się zaczyna.  Dbajmy o naturę. Jeśli góry, to nie śmieci. Zanim kupimy/wyrzucimy weźmy głęboki oddech. Nie marnujmy, ale ożywiajmy. Pamiętajmy o innych. Róbmy dobro.

I proszę Was, unikajmy sytuacji jak na poniższym zdjęciu…Od samego patrzenia robi się przykro.

Święta to przecież dobry moment na…dobry początek 😉 Podejmij wyzwanie WSPÓŁdzielni i DZIEL się! Idę w to. Ty też jeszcze zdążysz 🙂

A Wam jak się podoba idea Współdzielni? Znacie podobne miejsca, inicjatywy, które dają nowe życie przedmiotom? A może sami macie pomysły w duchu świadomej ekologii (a nie tylko tej, która brzmi fajnie 😉  )? Dajcie znać w komentarzach 🙂

 

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów prywatnych Współdzielni.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *