Tak, to dziś. Premiera patronatu od Wydawnictwa Bo.wiem, który niedawno zapowiadaliśmy. Przed Wami „Własnymi ciałami mierzymy tę ziemię”, autorstwa Tsering Yangzom Lama, w tłumaczeniu Mikołaja Denderskiego z Serii z Żurawiem. Niezwykła literatura tybetańska.
***Książkę znajdziecie tutaj
„Własnymi ciałami mierzymy tę ziemię”
autor: Tsering Yangzom Lama
tłumaczenie: Mikołaj Denderski
Wydawnictwo Bo.wiem
s. 432
To tybetańska opowieść o uciekaniu i pustych dłoniach.
O walce o własną tożsamość, której nie można przerwać.
O przetrwaniu, wspólnocie i ideałach.
O bezwzględności kolonializmu, który niesie się przez pokolenia.
O domu, którego nie ma.
O tym co oznacza lina ponad oceanami.
Obfita, bolesna, autentyczna. Piękna.
„Widzę, że jej siwe włosy mają w sobie także pasma czarnego, rudawego i brązowego. Moja matka nie była tylko wyobrażeniem. Była zrobiona z ciała (…)” *
„(…) a ciało nie jest czymś prostym ani zwyczajnym. Ma własną wolę i własne tajemnice. Kiedy się poddaje, żadna pieśń, żadna modlitwa nie przywrócą go do życia.”*
Czy często zdarza się Wam patrzeć w oczy tybetańskiej prozie? Dla nas to unikatowe doświadczenie, więc jest tym bardziej przejmująco, intensywnie i oryginalnie.
Oto historia całego półwiecza. Pisana losami dwóch sióstr, których rodzice giną. Tenkji i Lhamo kryją się w nepalskim obozie dla uchodźców, bo innego domu przecież nie ma. Bywa tak trudno, doskwiera głód i samotność, a poczucie pustki próbuje rozedrzeć na pół. Jak się nie poddać? Jak nie upaść już na zawsze? Jak szukać sensu? Bohaterki źródła swojej siły upatrują w figurce Bezimiennego Świętego, którego relikwie są symbolem tożsamości, korzeni i łączności z przodkami, choć rozważają i pomoc królowej angielskiej, ale żadna ludzka siła nie może się równać z boską…
Wydawałoby się, że te doświadczenia trwale splotą nić życia sióstr, bo co scala mocniej niż wspólne mierzenie się z cierniowym czasem? A jednak przyszłość okazuje się zionąć obcością, bo każda z nich obiera zupełnie inny kierunek. Są sobie dalekie, choć może jednak bliższe niż myślą. 
Opowieść napisana z rozmachem…
Intrygująca, przejmująca, inna…
Córka Lhamo marzy o studiowaniu nauk o Tybecie, dlatego wyrusza do ciotki Tenkji do Toronto. Będąc precyzyjnym to ciotka ją tu ściągnęła. To właśnie dzięki niej kupiła pierwszy bilet lotniczy i wyrobiła paszport, mimo  obaw o odesłanie jej z powrotem do Nepalu.  To w Toronto wkraczamy w kolejny wymiar tej historii. Dziewczyna chce się znaleźć blisko bogów, a nie uwiązywać ich do spraw przyziemnych. Jest zakochana w całej przeszłości, o której jej matka milczała.
To tam, w domu kolekcjonerki dzieł sztuki, nieoczekiwanie, trafia na posążek Bezimiennego Świętego, który staje się impulsem do postawienia sobie pytań najistotniejszych. Czy podążać ścieżką swoich osobistych zamierzeń czy może poświęcić się większej sprawie? Czy najważniejsze jest moje dobro czy dobro ogółu?
W tej prozie wnikniemy w różne oblicza życia na wygnaniu. Od tułaczki od obozu do obozu, przez emigrację, po wewnętrzne wyobcowanie, bo to bywa równie dojmujące co fizyczne odrzucenie.  Będziemy podążać za duchowością, przeszłością, tradycjami po to, by umacniać się w teraźniejszości. Tybetańskie wierzenia i obrzędy będą nas wprowadzać w świat niepoznany i intrygujący.
Tybetańska saga o wygnaniu
Literatura, którą spotyka się rzadko
Przed nami osobista podróż, podczas której poplątane losy i przeciwności spróbują łamać człowieka, utrata jest na porządku dziennym, ale ocalanie ocalanie kultury staje się wartością najwyższą. Bo gdziekolwiek się nie pójdzie, jakkolwiek daleko nie wyjedzie to zawsze nosi się w sobie zapachy, smaki, krajobrazy tego co jest ojczyzną serca…
Atutem lektury jest z pewnością dbałość o język. Znajdziemy w nim eteryczność, mądrość, ale i poczucie humoru. Interesująca narracja przyciąga tu niczym magnes i nie chce puścić. Przeskoki w czasoprzestrzeni i wsłuchiwanie się w różne perspektywy czynią z niej literaturę arcyciekawą, wymagającą uważności i zapraszająca do kręgów kulturowych tak nam obcych, a jednocześnie stanowiąca most do prawd uniwersalnych, bliskich każdemu człowiekowi. Znajdziemy tu namiętności, tajemnicę, poplątane losy. Życie i umieranie. A wreszcie poszanowaniu pamięci, które stanowi fundament.
Wybierzcie się w tę literacką podróż….
Do tybetańskiej tożsamości z „kiedyś” i „dziś”
A my, w dalszą drogę zabieramy ze sobą kilka cytatów z tej lektury nieoczywistej, a zapadającej głęboko…
„Czytaniem napełniamy sobie brzuchy”
„Nie mamy swojego kraju, ale mamy własny dźwięk”
„(…) głód świata nie ma końca i karmi się tymi, którzy wydają siebie na pożarcie.”
Ciekawe czy na jej stronicach odnajdziecie odpowiedź na egzystencjalne pytanie, „jak prowadzić 'życie, w którym inne życia będą miały swój początek?”. Tego Wam życzymy.
***Współpraca z Wydawnictwo Bo.wiem***

2 komentarze

  1. Piękna recenzja książki, która wydaje się zarówno poruszająca, jak i głęboko refleksyjna. Tybetańska literatura to rzeczywiście rzadkie doświadczenie, ale jak widać – niezwykle bogate w emocje, historię i duchowość.

    Saga o wygnaniu, utracie i tożsamości brzmi jak podróż, w którą warto się wybrać. Motyw poszukiwania własnego miejsca, wewnętrznej przynależności oraz pamięci o korzeniach to coś, co jest uniwersalne – niezależnie od tego, skąd pochodzimy.

    Podoba mi się, że książka nie tylko opowiada historię, ale też stawia pytania – o sens, o poświęcenie, o to, co najważniejsze. A to, że jest napisana z dbałością o język i formę, sprawia, że pewnie na długo zostaje w pamięci.

    Dzięki za tę recenzję – brzmi jak lektura, która nie tylko wciąga, ale też zostawia po sobie ślad w sercu.

Skomentuj Morgana Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *