Masz zero czy może sto lat? Nieważne. Ta książka jest dla wszystkich. Znajdzie Cię tam, gdzie właśnie jesteś i zaczaruje, zachwyci, zmieni. Jeśli są opowieści na porę roku i życia każdą, to właśnie TA. Chodź ze mną w baśniowość…

„Ukochane baśnie. Opowieści dla kogoś wyjątkowego”
Helen Mortimer
Gabriella Barouch (ilustracje)
Lars Van De Goor (fotografie)
Wydawnictwo Levyz Books

Wejdź do baśniowego świata, który tylko z pozoru już znasz…

I odkrywaj na nowo.

Są takie książki, które otwieramy jako dorośli i, w okamgnieniu, znowu stajemy się dziećmi. „Ukochane baśnie. Opowieści dla kogoś wyjątkowego” zrobiły ze mną właśnie to. Wystarczyło kilka stron, znajome imiona i pierwsze obrazy, żeby wróciły wspomnienia baśni czytanych kiedyś. Opowieści, które dodawały dzieciństwu smaku niepowtarzalnego. Tych, w których las zawsze był nieco tajemniczy, noc jakby ciemniejsza, a dobro, choć czasem musiało długo czekać, ostatecznie zwyciężało. A potem zaczęłam czytać i poczułam, że ta książka nie tyle opowiada baśnie, ile otwiera nam do nich drzwi. Wejdźmy więc, razem, do tej krainy niezwykłości i życiowych mądrości, ukrytych między wierszami.
Za jednymi drzwiami czekają Jaś i Małgosia, za innymi Kopciuszek, Żabi Król, Królowa Śniegu, Czerwony Kapturek, Roszpunka, Śpiąca Królewna czy Brzydkie Kaczątko. Osiem historii, które znamy, a jednak wciąż potrafią nas na sobie zatrzymać. Tym razem opowiedzianych na nowo, inaczej, z czułością do klasycznych wersji i niespotykaną empatią. I to połączenie daje nam nową jakość.

Zauroczy detalami pełnymi blasku

I ilustracjami pełnymi magii

Może się wydawać, że przecież znam te drogi, tych bohaterów, zakręty ich historii, a mimo to znowu daję się im prowadzić, czekając, gdzie doprowadzą mnie tym razem. Bo kiedy jesteśmy dziećmi, baśń jest przygodą, a kiedy dorastamy, zaczynamy dostrzegać w niej coś jeszcze. Coś znacznie więcej. Strach przed tym, co nieznane. Odwagę, której czasem trzeba poszukać bardzo głęboko. Samotność. Tęsknotę. Marzenia. Potrzebę odnalezienia własnego miejsca. I nadzieję, że nawet jeśli droga prowadzi przez ciemny las, nie musi się tam kończyć. Nie musi zamykać ścieżki ku światłu.
Czytając „Ukochane baśnie”, wracałam myślami do tego szczególnego okresu dzieciństwa, w którym kilka słów wystarczało, żeby zwyczajny pokój zamienił się w królestwo, a koc z łóżka stawał się peleryną, zamkową wieżą albo zaczarowaną łąką. I wiecie co? Bardzo dobrze było tam wrócić. Bo nie chcę tracić tej wrażliwości i wyobraźni, choć jestem już duża…Mała dziewczynka we mnie drzemie.

Daj się porwać klasyce…

W oprawie, która mówi „jesteś wyjątkowy
i zasługujesz na piękno”

Ta książka ma jeszcze jeden ogromny atut. I nie mogłam się zdecydować czy właśnie od niego nie powinnam zacząć. O co mi chodzi? Nie będziecie zaskoczeni, kiedy powiem, że o oprawę graficzną jak ze snu. Dawno nie widziałam równie pięknej i dopracowanej w każdym calu.
Ilustracje Gabrielli Barouch i Larsa Van De Goor są dla mnie niczym druga warstwa tych opowieści. Nie tylko towarzyszą tekstom, ale budują ich nastrój. Jest w nich przestrzeń, tajemnica i ten rodzaj uroku, który zatrzymuje nasz wzrok na dłużej i pozwala nam dopisać własną historię. Przy niektórych stronach miałam ochotę po prostu zostać. Patrzeć. Wyobrażać sobie, co znajduje się za granicą obrazu, co kadr mówi detalami, czym mnie może zaskoczyć.
Bo właśnie taka jest dobra baśń. Nigdy nie pokazuje nam wszystkiego. Zostawia, choćby niewielką furtkę dla naszej wyobraźni. Dlatego „Ukochane baśnie” są książką nie tylko do czytania, ale też, a może przede wszystkim, do wspólnego przeżywania. Widzę ją, w dłoniach, podczas długich, jesiennych wieczorów. Tak, to już. Czytaną dziecku przed snem. Codziennie. Oglądaną razem albo trzymaną przez dorosłego, który po całym dniu potrzebuje na chwilę wrócić do miejsca, gdzie dobro nadal ma znaczenie, a świat potrafi być szczyptę bardziej niezwykły. Do tego misterna, pełna blasku, złoceń, szczegółów, twarda oprawa sprawia, że jest to po prostu cudowny prezent. Dla kogoś wyjątkowego. Taki prezent, który nie daje tylko przedmiotu, ale czas razem, uczucia, magię. Wspomnienia. Te na zawsze.

Bo baśniowość dodaje życiu uroku

i czyni z dzieciństwa przygodę niezapomnianą…
Czytajmy baśnie 🙂

Za to najbardziej lubię baśnie. Za przypomnienie, że nawet jeśli dorastamy, nie musimy wyrastać z zachwytu. Możemy nadal wierzyć w zaczarowane krainy. Możemy nadal lubić szczęśliwe zakończenia. Możemy nadal otworzyć książkę i pozwolić, żeby kilka stron przeniosło nas gdzieś daleko, daleko, za góry, za lasy. Tam, gdzie bór szumi trochę głośniej, gwiazdy świecą jaśniej, a kreatywność nie zna żadnych granic.
A jesienią? Jesienią takie książki smakują nam najbardziej. Koc, herbata, ciepłe światło, za oknem deszcz i historia, która przypomina, że w każdym warto wierzyć w niezwykłość. Znajdź w sobie zachwyt. Idź w baśń. Żyj bardziej. I już.
***Współpraca reklamowa z Wydawnictwo Levyz Books***

